Wspomnienie Anny Adamczyk

Ojciec mój Henryk Adamczyk urodził się w dniu 10 stycznia 1910 r w Krakowie. Po ukończeniu szkoły podstawowej, a następnie zawodowej samochodowej został w 1931 roku powołany od odbycia służby wojskowej w 8. Pułku Ułanów w Rakowicach. Do obowiązków ułanów należała m.in.  opieka i dbałość  o konie, polegająca na ich codziennej pielęgnacji.

 Pewnego dnia Pan Generał Zygmunt Piasecki, dowódca Krakowskiej Brygady Kawalerii, odbywał wizytację w stajniach 8. Pułku Ułanów. Jak to miał w zwyczaju, po ojcowsku zagadnął ułana, który akurat odbywał służbę. Był to mój Ojciec; odpowiadając na pytania Dowódcy, cały czas trzymał ręce za plecami. Zdumiony nieprzepisową postawą ułana, Generał zapytał z troską:

- A co ci  to synu, czemu tak chowasz te ręce ?

- Melduję posłusznie Panie Generale, że mam chore dłonie od pracy przy koniach.

- A samochody lubisz, synu ?

- Tak jest Panie Generale! - wykrzyknął mój Ojciec. - Melduję posłusznie, że ukończyłem szkołę samochodową w Krakowie.

- Od jutra  - odrzekł Generał - będziesz, synu, u mnie szoferem. Zgłosisz się jutro do sztabu.  

I tak też się stało. Od tej pory Tato mój odbywał dalszą służbę wojskową jako szofer samochodu służbowego pana Generała Piaseckiego. Dbał o samochód, o bezpieczeństwo i ostrożną jazdę z Panem Generałem. Dolegliwości związane z chorobą dłoni minęły bez śladu. Swoje obowiązki Ojciec mój wypełniał bardzo dobrze i tak się przywiązał do Pana Generała, że nawet po odbyciu służby wojskowej ku jego zadowoleniu pozostał dalej szoferem Pana Generała.  

Tato często wspominał tę historię i dobre serce Generała, który był bardzo dobrym Człowiekiem. Znał także rodzinę Pana Generała: żonę i dzieci. Jak opowiadał, Pana Generała cechowała dobrotliwość i życzliwość do ludzi, do podległych żołnierzy, do których często zwracał się per "Synu". Mój ojciec, gdyby żył, miałby 104 lata, a Pan Generał miałby 121 lat.

Tato,  jak wspomniałam, znał rodzinę Pana Generała i był do niej bardzo przywiązany. Toteż, gdy w latach poprzedniego ustroju politycznego przypadkowo spotkał na ulicy w Krakowie kucharkę państwa Piaseckich, zapytał ją o żonę i dzieci Pana Generała. Dowiedział się wówczas od niej, że cierpią niedostatek. Zaproponował pomoc, ale kucharka nie chciała zdradzić aktualnego wówczas adresu zamieszkania pani Generałowej, twierdząc, że ma kłopoty. Były to kłopoty polityczne - jako żona przedwojennego generała, który po wojnie pozostał na emigracji, była nękana przez Urząd Bezpieczeństwa. Niemożność pomocy Pani Generałowej spowodowała u mojego Ojca przez długi okres czasu niepokój i obawę o ich losy. Do końca życia  nie mógł się pogodzić z tym stanem rzeczy.

                                                                                                  Anna Adamczyk - córka

Pałac w Ryczowie      ul. Szkolna 30, 34-115 Ryczów      wwww.palacwryczoiwie.org      strona www współfinansowana ze środków Unii Europejskiej